• Wpisów:41
  • Średnio co: 42 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 19:00
  • Licznik odwiedzin:9 879 / 1777 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
WITAM CZY KTOKOLWIEK PAMIĘTA JESZCZE MOJE OPOWIADANIE? PRZEPRASZAM ZA TAK DŁUGĄ NIEOBECNOŚĆ, ALE SZKOŁA BYŁA DLA MNIE NA PIERWSZYM MIEJSCU I TO NA NIEJ SIĘ SKUPIAŁAM... ALE TERAZ WRACAM! CZY KTOŚ NADAL MA CHĘĆ NA CZYTANIE MOJEGO OPOWIADANIA? DAWAJCIE JAKIEŚ ZNAKI!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
ROZDZIAŁ 28.
Siedzieliśmy wspólnie przy śniadaniu. Tata Aśki był bardzo miły i nawet zapamiętał moje imię. Oni rozmawiali, ja przysypiałam nad miską płatków. Poszłam spać po drugiej, bo nie mogłam zasnąć. Właśnie w tej jednej, krótkiej chwili dotarło do mnie co wczoraj zrobiłam. Niemal pocałowałam obcego chłopaka (!) i opowiedziałam mu prawie całą historię swojego życia! Wtulałam się w niego jak we własnego chłopaka. To było absurdalne. Ale on sam też nie stronił od takich malutkich gestów. Czułam się przy nim doskonale. Jakby znała go całe życie. Z natłoku myśli wyrwał mnie głos Joanny.
- Leć się ubierz, zaraz zaprowadzę Cię do szkoły, o której Ci mówiłam - pokiwałam twierdząco głową po czym podziękowałam za śniadanie, którego swoją drogą prawie nie zjadłam. Nim jednak wyszłam usłyszałam swoje nowe imię, które padło z ust pani domu.
- Amelko, mam nadzieję, że smakuje Ci moja kuchnia.
- Oczywiście, wszystko jest pyszne - odpowiedziałam grzecznie uśmiechając się szczerze. Kobieta również się uśmiechnęła. Stałam właśnie przed szafą, do której wczoraj w nocy powkładałam mokre ubrania, gdy usłyszałam głos Aśki.
- Melanie, błagam pośpiesz się!
- Już, chwilka - odkrzyknęłam przewalając wszystko w szafce. Jeansy rurki, miętowa koszula z kołnierzykiem i koturny okazały się idealne. Włosy upięte wysoko w koka, subtelny makijaż i srebrna biżuteria podkreśliły dodatkowo całą stylizację. Po 30 minutach byłyśmy na miejscu. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na ubiór Joanny. Tradycyjny - jeansy, koszulka, sweterek i trampki. Będąc już w owej szkole porozmawiałam z dyrektorką, która przyjęła mnie z otwartymi ramionami. Oczywiście musiałam nadrobić materiał, ale wiedziałam, że nie będę miała z tym problemów. No może nie takich ogromnych problemów. Trafiłam do klasy IIIc. Było tam 28 uczniów wraz ze mną. Tyle oznajmiła mi "głowa" szkoły. Zajęcia miałam zacząć od jutra, a plan lekcji już tkwił w mojej dłoni. Jutro miałam na 9:30, więc spokojnie mogłam się wyspać.
- To ja spadam, bo mam na 9. Pa! - powiedziała Aśka obierając przeciwny kierunek niż ja i zostawiając mnie samą. Głośno westchnęłam. Nie wiedziałam, gdzie mam teraz iść. Kompletnie nie znałam miasta. Jak na razie opanowałam drogę do domu, szkoły i nad morze. To było wszystko. Gdy poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu głośno krzyknęłam. A przynajmniej tak mi się wydawało, że to zrobiłam.
- Przepraszam, nie chciałem Cię wystraszyć - usłyszałam męski, ale delikatny głos Dave'a. Boziu.. ale on ma głos! Ej! Co się z Tobą dzieje Melanie?!
- Nic się nie stało - odrzekłam odwracając się na pięcie do niego. Wyglądał uroczo w ciemnych jeansach, białym podkoszulku z nadrukiem oraz czarnej skórzanej kurtce. Cudo. Czarne włosy były rozwichrzone i spoczywały na głowie w artystycznym nieładzie. Błękitne tęczówki wpatrywały się we mnie, a konkretnie w moją twarz.
- Zapraszam na kawę - powiedział, a już po chwili szliśmy przez wąską alejkę do kawiarni.
- Jak mnie znalazłeś? - zapytałam.
- Szedłem. I zobaczyłem Ciebie. Jak się czujesz?
- Dziś już lepiej, dziękuje. Chciałam Cię przeprosić za moje wczorajsze zachowanie - wyszeptałam zerkając raz na niego, raz na bruk przede mną.
- Nie przepraszaj. Widziałem w jakim byłaś stanie - odezwał się tym swoim spokojnym głosem, który uspokajał mnie wczoraj. Och... przynajmniej nie był zły. Gdy znaleźliśmy się w małej, ale przytulnej kawiarence zaczęłam się zastanawiać dlaczego zgodziłam się na to spotkanie. Nawet nie wiedziałam jak ma na nazwisko. Po zamówieniu dwóch latte i dwóch kawałków napoleonki odezwałam się.
- Wiem tyle faktów z Twojego życia, a nie mam pojęcia jak masz na nazwisko ani ile masz lat.
- Fakt, wybacz, że o tym nie mówiłem. Nazywam się Dave Black i mam 21 lat. A Ty?
- Melanie Hemmis, mam 18 lat - odezwałam się w tej samej chwili, w której dostaliśmy swoje zamówienie. Popijając latte zaśmiałam się w myślach. Brown, Black. Nieźle kolorowe nazwiska. Nie wiedziałam czy to zbieg okoliczności czy jakieś przeznaczenie, a może przestroga?
- Myślałem, że jesteś w moim wieku - powiedział z uśmiechem patrząc na mnie. Kiedy upił łyk swojej kawy nad górną wargą została mu pianka z kawy. Zachichotałam, a on spojrzał na mnie dziwnie mówiąc.
- Co? Coś się stało? - nie odpowiedziałam. Wstałam biorąc w dłoń chusteczkę. Nachyliłam się nad nim i wytarłam piankę mówiąc.
- Już nic, brudasku - zaśmiałam się cicho po czym skosztowałam ciastka, które okazało się pyszne. Przypomniałam sobie jego wcześniejsze słowa.
- Ach.. tak. Ale to tylko 3 lata - chłopak przytaknął ruchem głowy po czym ukazał rząd białych zębów. Gdy chciałam zadać pytanie Dave'owi obok naszego stolika stanęła dość niska szatynka o piwnych oczach. Nie była szczupła, ale nie była też gruba. Na kawałkach ciała, które nie były zasłonięte materiałem sukienki było widać mnóstwo pieprzyków, które nadawały jej nieprzeciętnego uroku. Strojem miałam zając się później, bo usłyszałam jej głos.
- No Dave, nie przedstawisz mnie koleżance? - wzrok Dave'a był wszędzie. Na mnie, na niej, na ścianie, na innych ludziach. W końcu to ja go ponagliłam.
- Dave.. - chłopak spojrzał na mnie, a potem po kilku sekundach, które wydawały się byś wiecznością usłyszałam.
- To Marlena... Matka mojego dziecka - no i właśnie w tym momencie chciałam się udusić kawałkiem napoleonki.
 

 
PRZEPRASZAM WSZYSTKICH CZYTELNIKÓW MOJEGO OPOWIADANIA... WIEM, ŻE DAWNO NIC SIĘ NIE POJAWIŁO I ZA PEWNE WIĘKSZOŚĆ ZAPOMNIAŁA O MOIM OPOWIADANIU... POSTARAM SIĘ NIEDŁUGO DODAĆ KOLEJNY ROZDZIAŁ. MAM NADZIEJĘ, ŻE NADAL BĘDZIECIE JE CZYTAĆ.
 

 
ROZDZIAŁ 27.
Matko Boska... Co miałam zrobić? przecież nie byłam w Londynie, tylko w Polsce. W Gdańsku. Nie miałam pojęcia co mogę jej odpisać. Po 10 minutach patrzenia się jak głupia w ekranik zaczęłam pisać:"Rosalie... ja bardzo chciałabym się spotkać, ale... mnie nie ma w Londynie". Na dworze zrobiło się chłodno, ale nie zamierzałam na razie wracać do środka. Z jednej strony cieszyłam się, że napisała. Z drugiej wolałabym, aby napisała później, jak już przyjadę do Londynu, ale... czy w ogóle tam wrócę? Już po chwili otrzymałam wiadomość. "Ale jak to? To gdzie Ty jesteś? Twoi rodzice są przecież w Londynie." Oczywiście. teraz mi nie będzie wierzyła. Pomyśli, że się cykam i powiedziałam to specjalnie. Ale tak nie było. "Tak, oni są. Wyjechałam sama. Rosie... przepraszam". Serce waliło mi jak oszalałe. Nie wiedziałam co mam myśleć o tym, że napisała. Może chciała odejść? "Melanie, nie ukrywam, że to mnie zabolało. Ja się boje.. Nie chcę znowu cierpieć. Tyle razem przeszłyśmy. Widocznie tyle musiałyśmy. To koniec, Mel. Twoje słowa z listu nic nie zmienił. Nadal czuje do Ciebie tylko ból, chociaż w mniejszym stopniu. Przepraszam, ale ja już dłużej nie potrafię. Tak będzie lepiej. Żegnaj, Rosalie". Zamarłam. Wpatrzona w mały ekran nie wiedziałam co robić. Kto przestał być przyjacielem, nigdy nim nie był. Moje serce waliło, a ja nie byłam w stanie się uspokoić. Straciłam ją, na zawsze. Obiecałam sobie, że nie będę płakać, ale jak tu nie płakać? Straciłam osobę, którą znałam 17 lat. W mgnieniu oka znalazłam się w pokoju. Nawet nie bałam się zejść z ruchomej drabinki. Zrzuciłam piżamę po czym założyłam rajstopy, krótkie spodenki, trampki, bluzkę z krótkim rękawem i skórzaną kurteczkę. Rozpuściłam włosy i po chwili wyszłam z domu zabierając ze sobą telefon i pieniądze. Jak ona mogła? Miałam nadzieję, że wszystko się ułoży. Tyle wspólnych chwil, marzeń, wspomnień. To wszystko zostało zaprzepaszczone. Ona nawet nie chciała spróbować tego naprawić. Nic. Tak po prostu to skończyła. Jeszcze sms'em! Nie wierzyłam, że jest w stanie tak po prostu zniszczyć to co nas łączyło. Może to była moja wina, ale gdyby chciała to próbowałybyśmy to naprawić. Porozmawiałybyśmy, wszystko sobie wyjaśnił i zaczęło od nowa. Łzy spływały po mych policzkach, a ja w ciemności ulic szukałam drogi nad morze. Szłam, nie zważając na łzy i ból w sercu. Po 20 minutach byłam na miejscu. Usiadłam na piachu przy samym brzegu. Woda chlapała na moje buty, ale to nie było istotne. Zastanawiałam się jak to możliwe, że w tak krótkim czasie tyle się wydarzyło. To było aż nie ludzkie. Na plaży nie było ludzi. Tylko ja i lodowata woda, która zmoczyła mnie już do kolan. Było mi zimno, ale nie miałam ochoty wstawać. Chciałam umrzeć. Gdy usłyszałam za sobą męski głos niemal zamarłam.
- Melanie? - skąd on znał moje imię? Nie miałam gdzie uciekać. Powoli odwróciłam głowę i... ulżyło mi. Przede mną stał Dave. Chłopak, który przysiadł się do mnie w samolocie. Obojętnie odwróciłam wzrok. Byłam bezsilna.
- Dziewczyno chcesz być chora? - powiedział po czym poczułam jak wsadza dłonie pod moje pachy i podnosi mnie ku górze wraz z chwilą, kiedy morze wylało na brzeg kolejną falę wody. Odciągnął mnie kawałek, okrył swoją kurtką i przytulił, jak gdyby nigdy nic.
- Co się stało? - zapytał zerkając w moje zapłakane oczy. No i powiedziałam. Wszystko. O Oscarze, paulu, Rosalie, Ianie, ucieczce. Cierpliwie mnie słuchał. Przynajmniej tak mi się wydawało. Gdy skończyłam niespodziewanie musnął moje czoło wargami odzywając się.
- Ćśśś... Już nic nie mów. Wiem jak Ci ciężko. Przyjaciel odbił mi dziewczynę, potem wszystkiego się wyrzekł. Na moich oczach całowali się nawet, gdy byłem z nią w związku. Miałem ciężki wypadek samochodowy, w którym zginęła moja siostra Charlotte. Miała wtedy 7 lat. Wszyscy przeżyli oprócz niej. Boli mnie do tej pory, że to ona zginęła, a nie ja. Była ode mnie 3 lata młodsza. Teraz miałaby 18 lat. Moi rodzice byli wtedy w separacji, ale po śmierci Charll odbudowali swoje relacje i nadal są małżeństwem. Przez dwa lata chodziłem do psychologa, bo nie mogłem sobie poradzić ze śmiercią siostry. Miałem guza na nerce, ale został usunięty wraz z nią. Mama oddała mi swoją nerkę. Mój ojciec ma raka płuc. Codziennie wszyscy w domu pomagamy mu. Ciąłem się po odejściu dziewczyny. Nadal mam szramy na nadgarstkach. Może to mało w porównaniu do Ciebie, ale wiem co czujesz - wyszeptał patrząc na mnie.
- Dziękuje... nawet nie wiesz jak mi to pomogło - powiedziałam cichutko wprost do jego ucha. Jak kretynka musnęłam kącik jego ust - Przepraszam - wyszeptałam zatrzymując wzrok na piachu pod naszymi stopami.
- Nie przepraszaj. Chodź, odprowadzę Cię do domu - ruszyłam z miejsca kurczowo się go trzymając. Było już dobrze po północy. Jako taki pamiętałam jak trafić do domu. Nie wiedzieć czemu w jego ramionach czułam się bezpiecznie. Tak jak w ramionach Paula.Odgoniłam od siebie myśli, bo staliśmy już przy furtce.
- Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Dziękuje i przepraszam - wychrypiałam po czym ruszyłam w kierunku drzwi. Nadal byłam w silnym szoku. Postanowiłam, że nie mogę się wszystkim przejmować. Było minęło. To co się dzisiaj wydarzyło.. Byłam więcej niż pewna, że ta znajomość będzie miała ciąg dalszy.
  • awatar Lost in life.: Świetny blog ♥ Chciałabym osiągnąć taki sukces jak ty ! Po prostu mieć taki blog jak ty ! ;) Zapraszam do mnie, dopiero zaczynam ;)
  • awatar pani S.♥: ojej, czekam na wiecej ♥
  • awatar wulgarna poetka: pisz więcej takich opowiadań życzę wydania książki. wpadnij :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
ROZDZIAŁ 26.
- Chodź, wracamy - powiedziała Joanna podchodząc do mnie z siostrą. Obie był pochlapane wodą, a uśmiech nie schodził z ich twarzy. Podniosłam się i po raz ostatni zerknęłam na widok przede mną. Obiecałam sobie, że będę tu przychodziła każdego wieczoru. Szłyśmy do domu w milczeniu. W połowie drogi brunetka odezwała się.
- A co Ty taka cicha jesteś? - wzięła już prawie śpiąc Julię na ręce, a mi podała jej pluszaka, który był cały mokry.
- Jestem zmęczona - skłamałam. Tak naprawdę było mi smutno. Zostawiłam całe swoje życie w Londynie, zostawiłam rodzinę, znajomych, a w dodatku widziałam Paula, którego wcale tu nie było. Było już dobrze po 20.00. Rodzicie na pewno dzwonili tysiące razy, ale ja przecież nie miałam przy sobie telefonu. Bałam się spojrzeć na wyświetlacz. Gdy byłyśmy już na miejscu zaczęłam się denerwować. Najpierw przebrałam się w piżamę - szare spodnie od dresu i luźny T-Shirt. Umyte włosy wysuszyłam i rozpuściłam. Siedząc na łóżku i bez celu gapiąc się na ścianę usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Nie czekając na moje zaproszenie do pokoju wparowała Joasia obładowana kocami, piankami i żelkami.
- Weź szlafrok, kapcie i chodź. Pokaże Ci mój osobisty skrawek na tej planecie - uśmiechnęłam się na jej słowa i szybko zrobiłam wszystko co mi kazała. Do kieszeni schowałam telefon nie zaglądając na wyświetlacz.
- Powoli i ostrożnie - powiedziała szeptem. Wzięłam od niej połowę rzeczy, a gdy zobaczyłam przed sobą drewnianą, trzeszczącą drabinę niemal zadrżałam.
- O nie...
- Spokojnie. Chudzino pod Tobą to nawet się nie ruszy, wskakuj - ponagliła mnie Aśka. Wzięłam kilka głębszych wdechów po czym chwila i weszłam. Zastanawiało mnie jak stąd zejdę, ale pominęłam ten fakt. Znalazłam się na dachu domu dziewczyny. Jak tu było ślicznie. Nad nami gwieździste niebo, na wprost latarnie i domy, po naszych obu stronach rozłożyste dęby. Otuliliśmy się kocami i nie było mowy, abyśmy zmarzły. Sam w sobie wieczór był przyjemnie ciepły jak na końcówkę września.
- Moje miejsce - wyszeptała otwierając paczkę kwaśnych żelków. Poczęstowałam się zerkając w dal.
- Ślicznie tu - uniosłam kąciki ust ku górze zajadając właśnie żelka dżdżownicę.
- Mel, ja wiem, że to dla Ciebie trudne, ale będzie dobrze, naprawdę.
- Mam taką nadzieję - odrzekłam przymykając powieki, ale w głowie miałam jakże pocieszającą intencję "nadzieja matką głupich". Kiedy dziewczyna mnie przytuliła odwzajemniłam jej uścisk. Właśnie tego mi brakowało. Czyjegoś wsparcia.
- Znalazłam świetne liceum dla Ciebie, bo chcesz skończyć trzecią klasę, prawda? - zapytała, a ja pokiwałam twierdząco głową. Oczywiście, że chciałam. Chciałam, przecież w maju zdawać maturę i udać się na studia.
- Moja mama... wiesz jej ciężko zapamiętać Twoje imię. Kazała zapytać, czy mogłaby mówić do Ciebie Amelia.
- Amelia? - zerknęłam na nią.
- Tak. Amelia, Amelka, Amela. Takie polskie imię.
- Jasne, fajne - powiedziałam szczerze. Było podobne do Melanie, ale jednocześnie inne - Twoje rodzeństwo też może tak do mnie mówić.
- Uchhh... To dobrze, bo nie idzie im zapamiętać nawet krótkiego Mel. Boją się tego angielskiego jak ja pająków - obie cicho się zaśmiałyśmy wcinając słodkości.
- Boisz się pająków?
- Jak cholera - odpowiedziała Aśka wzdrygając się. Poczułam wibracje komórki. Z szybko bijącym sercem wyjęłam go. 25 nieodebranych i 15 sms'ów. Nadawca: mama, tata. Kurczę..
- Porozmawiaj z nimi, a ja już się zbieram. Zamknij tylko potem tutaj. Dobranoc - uniosła kąciki ust w uśmiechu i zniknęła ze swoim kocem w ciemnościach wieczoru. Rozległ się dźwięk piosenki "Bonfire heart" Jamesa Blunta. Dzwoniła mama. Niepewnie nacisnęłam zieloną słuchawkę mówiąc zachrypniętym głosem.
- Halo?
- Melanie/1 - krzyknęła mama, ja słyszałam jej szloch. Do oczu cisnęły mi się łzy. - Kochanie, och córciu! Gdzie Ty jesteś? Powiedz, że to żart. Nic Ci nie jest? Wracaj do domu, nie wygłupiaj się. Co Ci odbiło? Boże, jak dobrze, że żyjesz - mówiła szybko szlochając. Ledwo co powstrzymywałam się od płaczu.
- Mamo. Mamo, uspokój się. Nic mi nie jest. Mam gdzie spać, gdzie jeść. Spokojnie. Wiem, że się martwisz. Ale naprawdę nic mi nie jest - wyszeptałam ochryple. Słysząc jak rodzicielka zanosi się płaczem nie wytrzymałam i sama zaczęłam płakać.
- Jak mam się nie denerwować? Gdzie Ty jesteś? Wszystko z Tobą w porządku? Melanie?!
- Tak. Przepraszam, że uciekłam... Mam wszystkie potrzebne rzeczy i pieniądze - przetarłam załzawione oczy. Gdy usłyszałam troskliwy głos taty wodospad łez spłynął po mych bladych policzkach.
- 0 Mel.. Powiedz, że wszystko jest w porządku...
- Jest, tato.
- Jesteś dorosła. Mam nadzieję, że wiesz co robisz... - nie wytrzymywał, słyszałam jak cichutko szlocha.
- Tato, nie płacz... wytłumacz wszystko mamie. Wiesz jaka ona jest... Bardzo Was kocham - płakałam? Nie. Ja ryczałam aż się zanosiłam.
- Uważaj na siebie i dzwoń do nas, proszę.
- Dobrze, kocham Was - ostatnie słowa były niemal niezrozumiałe, ale usłyszałam na nie odpowiedź.
- My Ciebie też. Dziecko, uważaj na siebie - rozłączyłam się. Nie mogłam znieść ich płaczu, tego jak cierpieli. To tak cholernie bolało. Miałam ochotę wsiąść w pierwszy lepszy samolot i wrócić do nich. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale, że aż tak? Zwinęłam się w embrion i leżałam płacząc. Już po chwili dostałam kolejną wiadomość. Gdy ją przeczytałam mało co nie spadłam z dachu. "Spotkajmy się i porozmawiajmy." Nadawca: Rosalie.
  • awatar pani S.♥: uwielbiam Ciebie i Twoje opowiadanka ♥
  • awatar killed dreams <3: przeczytałam kilka i są świeetne <3 . +zapraszam do siebie <3 dopiero zaczynam ale może się spodoba ;) mam nadzieję ;d . + obserwuję +postaram się wpadać jak najczęściej <3 .
  • awatar can not hear you: Masz mega bloga i świetne opowiadanie! Zpraszam do sibie. Dodaje do obs i licże na to samo :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (33) ›
 

 
ROZDZIAŁ 25.
Po godzinie samolot wylądował na lotnisku. Z szybko bijącym sercem wyszłam z pokładu. Była końcówka września, ale słońce nadal rześko świeciło.
- Ładnie, prawda? - usłyszałam za sobą głos koleżanki.
- Prawda - uśmiechnęłam się szczerze biorąc swoje bagaże.
- Taksówka już na nas czeka. Uprzedziłam rodziców. Zawieziemy bagaże, odświeżymy się i zaprowadzę Cię nad morze. Taki wieczorny spacerek - przytaknęłam głową po czym po raz setny zaczęłam jej dziękować za wszystko co dla mnie zrobiła. Po 15 minutach byłyśmy na miejscu. Gdy brunetka przekroczyła prób furtki rodzeństwo skoczyło na nią wywalając na trawę, krzycząc, śmiejąc się i niezmiernie się ciesząc. Co chwila słyszałam tylko słodki dziecięcy głosik siostry Aśki: "Tęskniłam! Kupiłaś mi coś? Miałaś mi coś kupić!". Unosząc głowę na ganku dostrzegłam mamę dziewczyny. Asia podeszła do niej przytulając się. To był taki cudowny widok. Wiele dałabym za takie coś. Jednak nikt inny tylko ja sama doprowadziłam do tego, że przez najbliższy czas nie przytulę się do swojej rodzicielki. Domek był nieduży, ale foremny. W oknach wisiały kolorowe witraże za pewne zrobione przez Julkę. Po prawej stronie od furtki znajdował się zadbany ogródek.
- Mel! Chodź! - krzyknęła Joanna. Ciągnąc za sobą walizki podeszłam do szczęśliwej rodzinki mówiąc.
- Dzień dobry, jestem Melanie Hemmis - uśmiechnęłam się zdejmując okulary przeciwsłoneczne.
- Dzień dobry, nazywam się Małgorzata Zawadzka. Chodźcie do domu, zrobiłam Wam obiad - odezwała się kobieta otwierając przed nami drzwi. Miała około 43 lat. Była niższa ode mnie, a jej buzie okalały identyczne włosy jak Joasi. Jej oczy były duże i brązowe, a usta dosyć szerokie. Miała na sobie stare jeansy i brudnawą koszulkę, ale i tak wyglądała ładnie. Tata Joanny musiał być w pracy, ponieważ nie było go w domu. Rodzeństwo brunetki nieco się mnie wstydziło, ale wiedziałam, że to przejściowe. Pokój miałam osobny, to znaczy był to pokój Julii. Dziewczynka miała spać u Asi. Głupio się z tym czułam, ale dziewczyna zapewniła mnie, że Julka prawie co on z nią śpi. Nie miałam nawet czasu się wykąpać, bo zostałam zawołana na obiad. Zasiadłam na jednym z krzeseł, tuż obok Asi i Julki. Ta druga cały czas zaczepiała swojego brata Pawła. Na pierwsze danie dostaliśmy zupę pomidorową. Była nawet smaczna, chociaż mogła być ciut mniej posolona. Na drugie danie byłam zmuszona zjeść wielkiego kotleta z ziemniakami i surówką. Oczywiście wszystkiego zjadłam po połowie. Rozmawialiśmy bardzo mało. Mama brunetki zapytała mnie o rodziców i pytała gdzie się wcześniej uczyłam. Jasne było, że nie powiedziałam o tym, że uciekłam. Dostając kawał szarlotki na deser byłam pewna, że go nie zjem ale, gdy spróbowałam... niebo w gębie. Zjadłam cały po mimo tego, że byłam pełna. Po obiedzie wzięłam kąpiel. Szybką, bo była tu tylko jedna łazienka. Nie byłam z tego szczególnie zadowolona, bo byłam przyzwyczajona do czego innego, ale nie marudziłam. Po tym co zrobiła dla mnie Joanna byłoby to niegrzeczne.
- Tylko się ubierz cieplej, bo wieje - krzyknęła brunetka. Założyłam czarne rurki, niebieską tunikę z długim rękawem, gruby sweter i bezrękawnik. Na nogi wsunęłam białe trampki za kostki. Włosy upięłam w luźnego kucyka, umalowałam rzęsy i usta. po 15 minutach byłam gotowa. Julia wraz ze swoim pluszowym królikiem poszła z nami. Zapach tutaj był zupełnie inny niż w Londynie. Panowała zupełnie inna atmosfera.
- Teraz patrz - powiedziała Joanna. Stojąc na drewnianym podeście upajałam się pięknem polskiego morza. Boże, jak tu było cudownie. Fale, szum, piasek, krzycząca i podrzucająca królika Julia. I ten zachód.. Było pięknie. Stałam z roztwartymi ustami nie wiedząc co powiedzieć.
- Tak, wiem. Ładnie tutaj. Ale chodź dalej - koleżanka szturchnęła mnie w ramię, a ja zatrzepotałam kilkakrotnie powiekami jakbym chciała się wybudzić z jakiegoś snu. Ruszyłam w kierunku wody. Szłam, po prostu szłam nie zważając na nic. Piękno, moje myśli - wszystko plątało się we mnie, a ja nie umiałam tego zatrzymać. Ja nie, ale Asia tak.
- Melanie, odsuń się! - usłyszałam, ale zareagowałam za późno. Lodowata woda oblała mnie i zamoczyła do połowy łydek. Odruchowo cofnęłam się kilka kroków po czym zaczęłam się śmiać. Nie tylko ja, bo dziewczyny również. Było mi trochę zimno, ale nie zawracałam sobie tym głowy. Spacerowałyśmy brzegiem delikatnie się uśmiechając. Ciszę przerywały krzyki Aśki: "Julka, bo Cię zmoczy!", "Julia, fala! Odsuń się!", "Jula, zaraz Ci królik wpadnie! Uważaj!". I jeszcze wiele więcej tym podobnych. Dziewczynka o długich brązowych włosach i zielonych oczach była w swoim żywiole. Z precyzją sportsmenki omijała każdą falę. Co jakiś czas ganiałyśmy się z nią, wesoło się przy tym śmiejąc.
- Nie żałujesz? - zapytała nagle Joasia, a ja aż się zatrzymałam. Wzięłam głęboki oddech przypatrując się falom i mrużąc oczy. Po dłuższej chwili odpowiedziałam.
- Nie, nie żałuje - uniosłam kąciki ust ku górze po czym usiadłam na piachu, oczywiście z dala od wody. Asia z Julką ganiały się, a ja przyglądałam się raz im, raz wodzie, a raz przechodnią. I właśnie wtedy doszłam do wniosku, że oszalałam. Bokiem, głową zwrócony do wody biegł mężczyzna. Paul?! Nie. To nie mógł być on. W Londynie tak, tu nie. Co ja w ogóle sobie myślałam? Był cholernie podobny z budowy ciała, ale przecież jego tu nie było, więc spokojnie mogłam mieć prawo do myślenia, że zwariowałam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (26) ›
 

 
ROZDZIAŁ 24.
To siedzenie i patrzenie się w niebo było już nudne. Joasia pochrapywała cichutko nadal ze słuchawkami w uszach. Sama wyjęłam odtwarzacz, ale odznaczyłam opcję "losowo". Wybrałam utwór Nickelback - "Hero". przymknęłam powieki chcąc zasnąć. Przecież czekał nas jeszcze długi lot. Utwór się skończył. Następną piosenką była jakże wolna i smutna piosenka Ellie Goulding - "How long will i love you". Senność nadal nie nadchodziła. Delikatnie obróciłam się i otworzyłam oczy, gdyż usłyszałam głos stewardessy.
- Może coś do picia lub jakaś przekąska?
- Bardzo chętnie - odrzekłam wyciągając słuchawki z uszu. Musiałam się czymś zająć. Chociażby jedzeniem - co tam pani ma?
- Krewetki tygrysie w sosie chińskim, kalmary na słodko, sałatka z paluszków krabowych, żabie udka, ślimaki w ziołach prowansalskich i sery holenderskie - powiedziała niska brunetka patrząc na mnie swoimi kasztanowymi oczyma.
- Hmm.. dobry macie wybór.
- Dobry, a w sumie to najlepsza linia lotnicza to i jedzenie najlepsze.
- W takim razie poproszę żabie udka i kalmary dla koleżanki. I dwie butelki niegazowanej wody do picia - powiedziałam uśmiechając się. już po chwili dostałam swoje zamówienia. Co prawda nieduże porcje, ale jak dla mnie to wystarczyło. Ślinka napłynęła mi do ust. Uwielbiałam owoce morza. Wzięłam jedno udko i ugryzłam, a jego smak rozpłynął mi się w ustach. Było na prawdę pyszne. Skosztowałam kolejne i wtedy obudziła się Joanna. Spojrzała na mnie i wydała z siebie cienki pisk. Położyłam rękę na jej ustach mówiąc.
- Cicho Aśka! W samolocie jesteś!
- Ty... jesz... żabę... - wychrypiała kładąc dłoń na brzuchu.
- Tak, zgadza się. Ale nie żabę tylko żabie udka. Dla Ciebie wzięłam kalmary na słodko - odrzekłam otwierając pudełeczko i ukazując jego zawartość.
- Boże, zwymiotuje - pisnęła i poderwała się z miejsca biegnąć do łazienki samolotowej.
- Wolisz małże? - zawołałam za nią. Wzruszyłam ramionami wracając do posiłku. Mnie smakowały wszystkie owoce morza. Zdziwiłam się, że Asia ich nie lubi. Jedyną osobą, którą znałam i, która nie lubiła owoców morza był Ian. Smakowały mu tylko krewetki. Cóż, widocznie Asia też nie przepadała za tego rodzaju przekąskami. Zjadłam swoje udka po czym wzięłam się za kalmary. Miałam na nie ochotę. Nim jednak zjadłam chociażby jednego poczułam wibracje telefonu. Jedna nowa wiadomość: Joanna - "Jak skończysz jeść to świństwo to daj mi znać". Zaśmiałam się pod nosem kręcąc głową. Zjadłam i gdy chciałam wysłać sms'a do koleżanki, obok mnie usiadł młody chłopak.
- O, hej. Chyba pomyliłeś siedzenia - odezwałam się dość zakłopotana wyrzucając opakowania po jedzeniu do mini kosza. Odkręciłam butelkę po czym upiłam kilka łyków wody czekając na jego odpowiedź. Co prawda to prawda. Był dość przystojny. Czarne niczym węgiel włosy, błękitne oczy, długie rzęsy, męski wyraz twarzy, dość smukły, ale widać, że wysportowany. Śnieżnobiałe zęby, które teraz odsłonił w serdecznym uśmiechu do mnie. Z jego gardła wyrwał się bardzo przyjemny dla ucha głos.
- Nie. Mój kolega zareagował tak samo jak Twoja towarzyszka tylko, że na widok małż. Postanowiłem się przysiąść. Jestem Dave - wyciągnął dłoń w moim kierunku nadal się uśmiechając. Reset, reset dziewczyno - usłyszałam głos w swojej głowie. Potrząsnęłam głową i jak przystało na kulturalną dziewczynę odezwałam się.
- Miło mi. Jestem Melanie - uścisnęłam delikatnie jego dłoń lustrując go wzrokiem. Nie wiedziałam co mam teraz powiedzieć i jak się zachować. Przecież go nie znałam.
- Jedziesz do Polski na wakacje?
- Yyy.. Nie. To znaczy... jadę tam na stałe - wychrypiałam po czym upiłam łyk wody, gdyż zaschło mi w gardle.
- To tak jak ja. Moi rodzice trzy lata temu przeprowadzili się do Polski. Miesiąc temu przyjechałem do Londynu tak po prostu. Odwiedzić miastom spotkać się ze znajomymi, poczuć ten londyński klimat. A teraz wracam - opowiadała spokojnie Dave uśmiechając się przy tym delikatnie. Był bardzo śmiały. Ja na jego miejscu nie odważyłabym się tak opowiadać. Nie bał się? Przecież mogłam być seryjnym mordercą. Zaśmiałam się na te myśl w duchu.
- Twoi rodzice są polakami? - zapytałam chcąc utrzymać jako tako te rozmowę. Zerknęłam na chłopaka. Jego oczy były takie piękne i błękitne, że niemal w nich tonęłam.
- Moja mama jest polką. Tata jest z Londynu, ale jego babcia i mama były polkami. A Ty?
- Ja jestem z Londynu tak jak moi rodzice. A jak twoja mama ma na imię? Ciekawą mnie polskie imiona - zapytałam i nie było to kłamstwo. Od zawsze interesowały mnie imiona inne niż nasze.
- Magdalena.
- Jak ładnie! Na prawdę ślicznie - może zabrzmiało to słodko i tandetnie, ale mówiłam szczerze. Uśmiechnęłam się zerkając w tył. Asi jeszcze nie było, za to kolega Dave'a już był na swoim miejscu. Przynajmniej tak mi się wydawało, że to on. Nie myliłam się. Brunet zerknął w tą samą stronę co ja i podniósł się mówiąc.
- Miło było Cię poznać. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy - podał mi karteczkę z numerem telefonu i powrócił na swoje miejsce. Nim się obejrzałam Joanna siedziała już obok mnie.
- Miałam na myśli jak to zjesz, a nie jeszcze strawisz - odrzekła dziewczyna, a ja wybuchnęłam stłumionym, ale jakże wesołym śmiechem.
  • awatar PierdolonySwiat: Kocham niebieskie oczy :*
  • awatar lovebear: Zajebisty blog *.* mega wpisy ! + wbijaj do mnie i oceń która dziewczyna ładniejsza ! :*
  • awatar rebornintheworld: <33333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333 jak wydasz książkę odłóż egzemplarz dla mnie co? :D nadrabiam zaległości :D wbij;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
ROZDZIAŁ 23.
Stałam właśnie przed szafą. Energicznie zaczęłam pakować do czarnej walizki wszystkie potrzebne ubrania. Nie mogłam wziąć wszystkich, bo musiałabym dodatkowo płacić za bagaż. Poza tym, z pięcioma walizkami nie byłoby mi wygodnie. Skończyłam na dwóch. Kilkadziesiąt par butów, kurtki, szaliki, czapki. Po 30 minutach odzież miałam już spakowaną. Teraz płyty. Z 40 wzięłam 20 tych najważniejszych: Nickelback, Bednarek, Rihanna, Christina Perri, Alex Hepburn, Linkin Park, Kelly Clarkson, Honey, Pih, Sylwia Grzeszczak, Lana Del Rey, Aura Dione, Maroon 5, Pink, Robin Thicke, Justin Timberlake, One Republic, Katy Perry, Jessie J, Armin van Buuren. Resztę przeniosłam do pokoju Davida. On zawsze podbierał mi te płyty. Potem książki i filmy. Kosmetyki. Kilka ręczników. Pieniądze. Biżuterie. O jeszcze inne niezbędne rzeczy. O dwunastej byłam już gotowa. Po raz już setny dzisiaj obeszłam cały dom, każde pomieszczenie. Ze łzami w oczach wyszłam wsiadając do taksówki i kierując się na lotnisko. Joanna już tam była.
- Hej! Gotowa? - zapytała, a ja zastanowiłam się chwilę nad odpowiedzią. Widząc lekkie zawahanie i zakłopotanie w moich oczach odezwała się tym swoim spokojnym głosem - Możesz zostać. Nie zmuszę Cię do wyjazdu.
- Nie. Chcę tego - odrzekłam zerkając na brunetkę. Oczywiście narzekała w żartach na masakryczną liczbę moich bagaży. Ona miała zaledwie jedno walizkę, a ja chyba ze trzy. "W jednej to ja bym ubrań nie zmieściła" - pomyślałam. Modliłam się, aby rodzice nie wrócili wcześniej z pracy. Inaczej znaleźliby list u przygnaliby na lotnisko. Pewnie by mnie znaleźli i zabrali do domu. Nie chciałam tego. Nie po tym jak pogodziłam się z wyjazdem i z myślą, że już nigdy nie będę tutaj mieszkała. Z melancholii myśli wyrwał mnie energiczny głos Joasi.
- Chodź, jest już nasz samolot! - obie zerwałyśmy się wlekąc za sobą nasze bagaże. Aśka pomogła mi przenieść moje. Wchodząc po schodkach na pokład ostatni raz zerknęłam na lotnisko. "Będzie dobrze" - wyszeptałam sobie pod nosem. Wzięłam ostatni raz głęboki wdech. Zapach Londynu, mojego miasta zapamiętany, choć teraz zmieszany z odorem spalin samolotowych. Zasiadłam obok okna. Brunetka usiadła obok mnie ukradkiem jedząc już żelki.
- Chcesz? - zapytała przysuwając w moim kierunku paczuszkę ze słodkościami, którą miała schowaną w torbie.
- Nie, dzięki - uśmiechnęłam się po czym zdjęłam skórzaną kurteczkę i schowałam ją do schowka nad naszymi głowami. To samo zrobiłam z kurtką Asi. Włożyłam słuchawki w uszy włączając opcję "losowo". Alex Hepburn - "Under" - może być - pomyślałam przymykając powieki. Jednak już po tej piosence zaczął się muzyczny koszmar. Odtwarzacz z pośród sześciuset piosenek musiał wybrać akurat tą - "A Thousand years" Christiny Perri. Piosenkę moją i Paula. Dopóki nie pociekły pierwsze łzy przełączyłam szybko. Aura Dione - "Friends" - ulubiona piosenka moja i Rosalie. To do niej zawsze tańczyłyśmy i wygłupiałyśmy się. Zła i smutna szybko przełączyłam.
- Życzymy miłego lotu. Prosimy o wyciszenie telefonów - usłyszałam, gdy zdjęłam słuchawki. Jakoś przeszła mi ochota na słuchanie, szczególnie z opcją "losowo". Po słowach stewardessy połowa ludzi rzuciła się do swoich torebek lub kieszenie w celu odnalezienia telefonu. Aśka zrobiła to samo. poczułam jak samolot rusza. Nie bałam się. Wielokrotnie leciałam samolotem na wakacje z rodzicami. Właśnie... z rodzicami... Moja pasażerka chyba odgadła moje myśli, że wie iż nie powinnam siedzieć sama z nimi, więc odezwała się cicho.
- Możesz u mnie pomieszkać dopóki nic nie znajdziesz - odezwała się.
- Na prawdę? Och, dziękuję Ci! - powiedziałam uradowana przytulając dziewczynę w geście podziękowania. Kiedy Joanna zajęła się słuchaniem muzyki, ja wpatrywałam się przez okienko w przestrzeń. Aby nie myśleć o swoim życiu i tej ucieczce postanowiłam skupić się na tym co mam na sobie. Nie ubierałam się dziś jakoś elegancko i wystrzałowo modnie. Nie było takiej potrzeby. Miałam na sobie materiałowe rurki, czarne niczym węgiel. Do tego zwykła błękitna koszula ze złotymi ćwiekami zamiast guzików, brązowa skórzana kurteczka, którą zdjęłam. brązowa nieduża torba oraz lity w kolorze kurtki i torebki. Blond włosy kaskadami spływały mi po ramionach. Na lotnisku założyłam czarne, przeciwsłoneczne okulary, gdyż świeciło jesienne słonko. Subtelny makijaż oraz długie podkręcone rzęsy uzupełniały całość. Oczywiście nie mogło zabraknąć biżuterii. Srebrne kolczyki i bransoletka oraz wisiorek w kształcie serca - prezent od brunetki, która teraz co jakiś czas podrygiwała w rytm muzyki, którą słyszałam ja i chyba pół samolotu. Cóż, sama nie zdecydowałabym się na "Gangnam style", ale każdy ma inny gust. Moja wybawczyni w pełni nazywała się Joanna Wiktoria Zawadzka, miała 19 lat i dwójkę młodszego rodzeństwa. 6 letnią siostrę Julię oraz 14 letniego brata Pawła. Mieszkała niemalże w centrum Gdańska. Jej mama nie praca, a ojciec był mechanikiem. Dowiedziałam się tego na urodzinach. Ciekawiło mnie jak to jest żyć tak jak ona. Z tego co mi wiadomo nie chodziła co tydzień do teatru, kina czy na basen. Mnie to nie przeszkadzało. Mogła by być biedna jak mysz kościelna o tak bym ją lubiła. W końcu to tylko dzięki niej wyrwę się z Londynu. Byłam jej za to bardzo wdzięczna.
  • awatar PierdolonySwiat: Czytam z coraz to większą ciekawością ;)
  • awatar Sneaky: Przeczytałąm całość :D Podoba mi się ;p sama piszę, więc czasem są rzeczy, które mnie rażą w Twoim opowiadaniu, może dlatego, że sama bym tak nie napisała, ale ogólnie jest dobrzeee :)Powodzenia w dalszym pisaniuuu <3
  • awatar pani S.♥: bardzoo fajne, czekam na dalsze :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
PRZEPRASZAM WSZYSTKICH! Kolejna część opowiadania pojawi się jeszcze w tym tygodniu! ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Z powodu braku dostępu do internetu kolejny rozdział mojego opowiadania pojawi się po 9 sierpnia. Przepraszam i proszę o cierpliwość.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
ROZDZIAŁ 22.
To dzisiaj. Piątek 26 września. Dowód osobisty wyrobiony. Leży w skórzanej torebce na biurku. Zrezygnowałam dziś z pójścia do szkoły. Nie chciałam. Nie chciałam patrzeć na ludzi, których już nigdy więcej nie ujrzę. Nie chciałam rozmowy z Ianem. Od tamtego czasu był u mnie trzy razy. Pisał. Wydzwaniał. Ale ja na nic nie reagowałam. Nie chciałam go znać. W domu byłam sama, więc włączyłam nową płytę Bednarka "jestem". Wziąwszy długopis i trzy kremowe kartki usiadłam za biurkiem po czym z wielkim bólem serca i głowy zaczęłam pisać.
" Drodzy rodzice...
Przepraszam, że tak Was zawiodłam i najzwyczajniej w świecie uciekłam. nie mogę tu dalej żyć. Nie chcę. Jestem za młoda, aby cierpieć, a przez Londyn, szkołę, ludzi - cierpię. Może i jestem tchórzem, bo nie próbowałam żyć dalej... ale ja nie potrafię. nie płaczcie tylko, proszę! Mamo, będzie mi brakowało Twojej obecności i Twoich obiadów z mega wielką porcją mięsa. Tato, będzie mi brakowało Twoich wspaniałych rad. David, Osiołku będzie mi brakowało naszych kłótni. Dam sobie radę. mam pieniądze. Żyjcie dalej. Bądźcie szczęśliwi. Przysięgam, że nic mi się nie stanie. nie szukajcie mnie, bo to nie ma sensu. I tak nie wrócę do domu. Ja też nie chcę się z Wami rozstawać, ale muszę. Uważajcie na siebie. Będę tęsknić.
Kocham Was, Melanie.♥"
Łza, która znalazła się na moim policzku spłynęła na serduszko przez co atrament odrobinę się rozmazał. Szlochając schowałam list, a na kopercie napisałam "rodzice". Następna kartka i od razu następne łzy. Nie sądziłam, że to będzie aż tak trudne.
" Rosalie...
Przepraszam po tysiąckroć. Przepraszam za wszystko. Za te nasze sprzeczki, docinki, głupie i złośliwe teksty, za to, że nieraz zdarzało mi się Ciebie nie słuchać. Ale przede wszystkim za to co zrobiłam ostatnio. Nie wiem jak mogłam się tak zachować. Przecież to nie była Twoja wina. Poniosło mnie. Rozstałam się z Paulem, a to bolało. To przez to byłam taka opryskliwa. Nie mogę wybaczyć sobie tego, że tak Cię skrzywdziłam. Nie chciałam. Bardzo tego żałuje i bardzo mnie to boli. Wiem, że często mi to powtarzałaś. Wiedziałaś jaka jestem, a mimo wszystko przyjaźniłaś się ze mną. A ja to zepsułam... Cholernie mi z tym ciężko. Żałuje tego co zrobiłam. Bardzo Cię za to przepraszam. Dziękuje Ci za wszystko co razem przeżyłyśmy.
Kocham Cię Rosie, Melanie.♥"
Zapakowałam do koperty. Do: Rosalie. Teraz czekało mnie coś na prawdę trudnego. Nawet nie wiedziałam od czego zacząć. łzy cały czas leciały mi z oczu. Cały czas atrament był rozmazywany przez łzy, ale mimo to pismo było nadal czytelne. Wzięłam długopis do drżącej ręki. Jeden głęboki oddech i zaczęłam pisać i ryczeć jednocześnie.
" Paul...
Sam wiesz ile dla mnie znaczyłeś i nadal ile dla mnie znaczysz. Nie przestałam Cię kochać. I nie przestanę. Już na zawsze pozostaniesz częścią mnie. Nie ważne co o mnie myślałeś, gdy się rozstaliśmy. Zasłużyłam na to. I Ty i ja - doskonale wiemy, że Cię nie zdradziłam i, że nie miałam zamiaru tego zrobić. Ale przecież żadne z nas nie umie przyznać się do błędu. Nasza duma nam na to nie pozwala. Oddałabym wszystko. Wszystko co mama, aby tylko móc Cię znowu dotknąć, poczuć smak Twoich ust, męski zapach. Wtedy... kiedy wyszedłeś ode mnie... Twoje słowa mnie raniły. Jakby ktoś wbijał mi nóż w serce . Ale nie chcę użalać się nad sobą, bo wiem co Ty musiałeś czuć. Nie mogę zrozumieć dlaczego nie chciałeś powiedzieć mi, że Twoja mama jest alkoholiczką. razem poradzilibyśmy coś w tej sprawie. Pamiętam każdy moment, gdy byliśmy razem. Pierwsze spotkanie. Dość nietypowe. Uderzyłeś mnie na okolicznym boisku piłką w głowę. Pierwszy pocałunek. podczas wieczornego karmienia kaczek nad rzeką. Biedne kaczki, w zasadzie to nic nie dostały. To była cudowna chwila. Twoje wargi sunęły po moich, a dłonie bez opamiętania gładziły moje plecy. Aż mam przyjemne dreszcze, gdy sobie to przypomnę. Każde spotkanie, zdjęcia, rozmowy. To wszystko jest we mną. Wciąż żywe. Wciąż aktualne. Rozkochałeś mnie w sobie do granic możliwości. Nie wiem co teraz do mnie czujesz. Nienawiść, złość, obrzydzenie, miłość...? Nie wiem. Wiesz to jedynie Ty sam. Przepraszam za kłopot, dziękuje za miłość.
Kocham Cię, Melanie.♥"
Do: Paul. Masakra. Zużyłam już półtorej paczki chusteczek i nie zamierzałam kończyć płakać. Jak dobrze, że w domu nikogo nie było. trzy niebieskie koperty leżały na stoliku. Żadna jeszcze nie zaklejona, bo zamierzałam zrobić coś jeszcze. pierwsze zdjęcie - nasze rodzinne, pierwsze wakacje. Byliśmy wszyscy. Z tyłu data: 16 lipca 1997 rok. Włożone do koperty, dalej. Zdałam sobie sprawę z tego, że pracuje jak jakaś maszyna. Drugie zdjęcie - ja i Rosalie na balu. Obie przebrane za księżniczki, 17 stycznia 2000 rok. Trzecie zdjęcie - ja i Paul, a nasze wargi złączone w pocałunku. To było na urodzinach u kumpla Paula. Data: 15 listopada 2011 rok. A potem - oczywiście ze łzami w oczach wrzuciłam listy do skrzynki brunetki i eks chłopaka. List dla rodziców położyłam w kuchni na stole. Szybko udałam się do pokoju. Miałam się pakować, ale zabrakło mi sił. Siedziałam szlochając i nucąc pod nosem Bednarka - "Chodź, ucieknijmy".
 

 
● autorka.
Chciałam wszystkich czytelników mojego opowiadania serdecznie przeprosić za moją nieobecność tutaj i tak rzadkie dodawanie kolejnych rozdziałów. Czas - to on jest za to w większości odpowiedzialny. Wiem, że ostatni rozdział pojawił się aż 83 dni temu, ( wow, nie wierzę, że tyle mnie tu nie było) ale dzisiaj dodam następny. Rozumiem, jeżeli zapomnieliście o czym to opowiadanie w ogóle jest .. xd Miłego czytania. ; >
  • awatar Być spadającą gwiazdą ... ♥: świetny blog ! Również piszę opowiadanie, są dopiero 2 rozdziały i nie wiem czy pisać , wiecej . Jeśli byś miała chwilkę czasu t zapraszm wpadnij i skomentuj, a jeśli się spodoba dodaj do obserw , będę bardzo wdzięczna ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
ROZDZIAŁ 21.
- O Boże! Obudziłeś się! - pisnęłam - Lekarz! Niech przyjdzie tu lekarz! - krzyknęłam i chciałam wstać, ale poczułam ostry ból.
- Ciiii. Nie wołaj nikogo - powiedział cicho i błagalnie Jacob.
- Ale jak to? - spojrzałam na niego zdziwiona - Muszę zawołać lekarza. Obudziłeś się, a przecież oni nie dawali Ci szans - odrzekłam patrząc na niego.
- Jak się nazywasz?
- Melanie.
- Mel... Za pewne zostało mi kilka godzin życia. Czuje to - chciałam coś dodać, ale uciszył mnie swoim słabym głosem po czym kontynuował - Nie byłem święty. Swoje przeżyłem. Dostałem drugie życie, drugie serce, ale nie potrafiłem tego docenić. Marne szanse, że wyjdę z tego. Jeszcze nigdy nikt tak mocno mnie nie pobił. Miałem nóż na gardle, dosłownie. Nie chcę odchodzić, ale to mój czas. Czuje to - powiedział Jacob, patrzyłam na niego, a po moich policzkach spływały łzy. Taki młody chłopak, który pije, pali i ćpa.. Tak godnie umie pogodzić się z tym, że niedługo umrze. Było mi go cholernie żal, chociaż w zasadzie go nie znałam.
- Cicho. Nie mów nic. Musisz odpoczywać. Wyjedziesz z tego – mówiłam przez łzy. Moje łóżko stało blisko niego, więc wyciągnęłam dłoń i starłam łzę, która teraz spływała po jego policzku.
- Nie mów im, że się obudziłem. Nie muszą wiedzieć. Jakby co mów, że spałaś.
- Jake… Przeżyjesz.
- Nie. Nie tym razem. Szanuj to co masz, jeżeli coś straciłaś próbuj to odzyskać, vo niedługo może być za późno – odpowiedział brunet po czym zamknął powieki, a respirator, do którego był podłączony oznajmiał zatrzymanie akcji serca. Rozpłakałam się i zaczęłam krzyczeć.
- Lekarz! Niech tu przyjedzie lekarz! – już po chwili w Sali pojawiła się osoba, którą nawoływałam.
- Widziałaś co się stało? Obudził się? – zapytał mnie człowiek w białym, szpitalnym odzianiu. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
- Nie wiem… Spałam… Gdy się obudziłam zastałam to… - wskazałam głową na ekranik i w tej chwili dostrzegłam jak pielęgniarka zapisuje godzinę zgonu. Łzy pociekły z moich oczu, płakałam jak dziecko, które zgubiło 10 złoty.
- Nie płacz. Tak musiało być… - odrzekła pielęgniarka podając mi chusteczki. Przetarłam policzki i nadal krztusząc się łzami wyszeptałam.
- Ale on był taki młody…
- Każdy z nas umrze. Musimy się z tym pogodzić, Słonko. Odpoczywaj – powiedziała i wyszła. Obok mnie nie stało już łóżko z martwym Jacobem. Świat jest niesprawiedliwy – wyszeptałam tuląc do siebie jaśka z wizerunkiem wielkiej, czerwonej róży. […]Tydzień później byłam już w domu. Pogodziłam się ze śmiercią Jacoba, ale jego słowa wciąż tkwiły mi w głowie. Jeżeli coś straciłaś próbuj to odzyskać. To były prawdziwe, życiowe słowa. Wiedziałam, że muszę coś zrobić, aby odzyskać Rosalie i Paula. Jutro wypadała 21 września – moje urodziny. Osiemnaste. Ja jednak nie chciałam wyprawiać żadnej hucznej imprezy. Chciałam zaprosić tylko Aśkę. Miałam zamiar obgadać z nią pewien niecny plan…
- Hej, Mel! Jak się czujesz? Wszystkiego najlepszego! – wykrzyknęła Joanna, gdy wpuściłam ją do swojego pokoju. Miałyśmy spokój, bo w domu nikogo nie było. No może oprócz papugi w gabinecie taty i rybkach w salonie. Ubrana w małą czarną oraz baleriny usiadłam naprzeciwko dziewczyny, która miała na sobie stare jeansy, żółty T-Shirt, jeansową kurteczkę i trampki. Burza loków była dzisiaj spięta w kucyka.
- To dla Ciebie – powiedziała brunetka wręczając mi torebkę z prezentem.
- O nie. Mówiłam nic nie przynoś.
- Bierz i nie marudź – odrzekła dziewczyna wpychając mi w dłoń paczkę. Otworzyłam ją i…
- Wow! Jakie cudne! Tak bardzo mi się to podoba! Dziękuje – powiedziałam bardzo nieskładne zdania, a już po chwili na mojej szyi zawisł wisior w kształcie serca..
-Wiedziałam, że Ci się spodoba. Jak go zobaczyłam od razu pomyślałam o Tobie – odrzekła wpatrując się we mnie. Uśmiechnęłam się w geście podziękowania po czym upiłam kilka łyków herbaty. Godzinę później postanowiłam pogadać z Joasią poważniej.
- Kiedy wyjeżdżasz? – zapytałam niepewnie.
- Za 5 dni, a co?
- Pamiętasz… jak powiedziałaś, że zabierzesz mnie do Polski?
- Jasne. Chcesz jechać? – zastanowiłam się przez chwilę dosyć poważnie rozważając wszelkie za i przeciw. Czy, aby na pewno tego chciałam? Co z rodzicami? Davidem? Szkołą? Przyjaciółmi? Paulem? Rosalie? Ianem? Co zrobię sama jak już znajdę się w Polsce? Nie będę miała dużej gotówki. Zanim znajdę pracę na pewno minie trochę czasu. Gdzie się podzieje? Czy Aśka przyjmie mnie do swojego domu czy raczej sama będę musiałam coś wynająć? Jak to teraz będzie? A co się stanie, gdy rodzice już się dowiedzą? Na pewno będą chcieli pojechać po mnie i do mnie. Ale na to na pewno im nie pozwolę, chociaż będzie mi ciężko. Jak odnajdę się w tym kraju sama? Zdana tylko na siebie? A jak cos pójdzie nie tak? Jeżeli przytrafi mi się coś strasznego? Będę miała wypadek i umrę lub nie będę zdolna chodzić? Co wtedy powiem rodzicom? Czy w ogólnie im się przyznam?
- Tak, chcę jechać – powiedziałam w końcu i przełknęłam głośno ślinę. Serce biło mi jak młotem. Zamykam pewien rozdział w swoim życiu – pomyślałam wypijając całą szklankę wody na raz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
ROZDZIAŁ 20.
- Nic jej nie jest. Jest jedynie poobijana. Poobserwujemy ją jeszcze dziś - usłyszałam głos nieznanego mi mężczyzny.
- Ten facet odpowie za to! Przez niego moja córka mogła zginąć! - moich uszu dobiegł głos taty. Otworzyłam oczy, a obok siebie dostrzegłam zatroskany wzrok mamy.
- Gdzie ja jestem? - zapytałam rozglądając się wokół.
- W szpitalu. Potrącił Cię samochód, ale na szczęście jesteś tylko poobijana - odezwała się mama gładząc kciukiem moja dłoń - Pamiętasz jak to się stało? - słysząc to pytanie nie wiedziałam czy mam kłamać czy mówić prawdę. Jeżeli powiedziałabym prawdę dopytywałaby się gdzie byłam przedtem i jak to się stało, że potrąciło mnie auto. Mogłam skłamać. Mogłam powiedzieć, że spokojnie przechodziłam przez pasy i jakiś typ mnie potrącił. Miałam wielki dylemat.
- Nic nie pamiętam - wyszeptałam.
- Nic?! Kompletnie nic?? Jeju.. - zaczęła mama mocno zdenerwowana - Pamiętasz? Jestem Twoją mamą. Nazywam się Jessie Hemmis, masz brata. Poznajesz?
- Mamo... - powiedziałam patrząc na nią. Moja własna matka wzięła mnie za jakiegoś czubka.
- Pamiętasz jak się nazywasz?
- Tak, pamiętam. Nazywam się Roxanne Scear, mam 30 lat, trójkę dzieci, urodziłam się w Japonii, a mój mąż jest prezydentem Stanów Zjednoczonych - powiedziałam zachowując poważny wyraz twarzy.
- Mel, przestań.
- No, bo bierzesz mnie za jakąś wariatkę. To, że nie pamiętam jak wpadłam pod samochód to jeszcze nie oznacza, że straciłam całkowicie pamięć - zerknęłam na kobietę z wyrzutem, a ona tylko spuściła głowę mówiąc bezgłośne "przepraszam".
- Co za palant! Będzie mi tu wmawiał, że moja córka sama pod samochód wbiegła. Jaki prostak! - usłyszałam rozgniewany głos taty, który właśnie wszedł do sali, gdzie leżałam.
- Tato, daj spokój. To ja mu weszłam pod koła - odrzekłam i właśnie w tej chwili doszłam do wniosku, że to był błąd.
- Jak to?! Przecież powiedziałaś, że nic nie pamiętasz - wykrzyknęła mama zrywając się z miejsca.
- A tak mi się przypomniało jakoś... - powiedziałam cicho zerkając w okno. Dlaczego to wszystko się tak komplikowało? Miałam już po dziurki w nosie tych wszelakich komplikacji w moim życiu. Żałowałam, że ten samochód mnie nie zabił...
- Może zadzwonię po Rosalie - zaczęła mama, a ja słysząc te słowa omal co nie wstałam zatykając jej usta dłonią.
- Nie! - krzyknęłam aż poczułam ból w gardle - Ponieważ nic mi nie jest. Nie będę jej denerwowała - wyszeptałam pośpiesznie. Rodzice nic nie wiedzieli o kłótni i nie chciałam, aby się dowiedzieli.Zaraz zaczęły by się jakieś durne pytania.
- Kiedy stąd wyjdę? - zapytałam chcąc zmienić temat. Nie wierzyłam, że tak szybko mi się to udało.
- Jutro wieczorem. Muszą Cie jeszcze poobserwować.
- Idźcie do domu, ja teraz się prześpię - odrzekłam poprawiając kołdrę.
- Ale... - zaczął tata, ale wtedy uciszyłam go gestem ręki.
- Proszę, odpocznijcie. Przyjedzie po mnie jutro. Nie jestem dzieckiem poradzę sobie -uśmiechnęłam się, a rodzice bez słowa wyszli z sali, na której leżałam. Kątem oka zauważyłam jak w kącikach oczach mamy zgromadziły się łzy, na słowa o tym, że nie jestem już dzieckiem. Dorastałam. Musiała się z tym pogodzić. Wcale nie chciało mi się spać, po prostu chciałam zostać sama. Moja samotność nie trwała długo. Po 10 minutach do sali przywieziono młodego chłopaka, który wyglądał koszmarnie. Był cały poobijany. Dziwiło mnie dlaczego nie zawieźli go na oiom. Widocznie nie było z nim aż tak źle.
- Uważajcie! Nie zróbcie mu krzywdy! - krzyczała jakaś kobieta. Najprawdopodobniej była jego matką.
- Prosze stąd wyjść. Pani syn musi odpoczywać - powiedziała pielęgniarka wyprowadzając czarnowłosą kobietę z pomieszczenia.
- I jak? Dobrze się czujesz? Boli Cię coś? - zapytał mnie lekarz, a ja natychmiast odpowiedziałam.
- Czuje się dobrze, ale boli mnie jeszcze w lewym boku, lewy nadgarstek i lewa noga.
- Niedługo przejdzie. Jesteś tylko poobijana na szczęście, ale za pewne nadgarstek nie będzie tak sprawny jak do tej pory - odezwał się przeglądając jakieś papiery.
- Kto to? Co mu jest? - zapytałam zerkając na chłopaka, którego przed chwilą przywieźli.
- Jemu? Jakieś typy pobiły go w parku. To 17-letni Jacob. Jest jeszcze słaby, ale nie ma go co trzymać na oiomie, bo jego stan się polepszył. Miał kiedyś przeszczep serca. Dostał drugie życie, ale jak widać nie umie go wykorzystać. Często trafia do nas cały pobity. Nie wiem jak długo jeszcze pociągnie. Co chwila pali, ćpa i pije. Jego serce nie wytrzyma długo, ale chłopak twierdzi, że przeżyje jeszcze nas wszystkich. Marne szanse, że pociągnie jeszcze pół roku w takim tempie jakie sobie narzucił - powiedział smutno mężczyzna oglądając mój lewy nadgarstek - Do wesela się zagoi. Będziesz odczuwała ból przez najbliższe półtora tygodnia, ale potem minie. Przynajmniej powinien. Jeżeli nie przejdzie dam Ci jakieś leki. A teraz odpoczywaj. Na pewno jesteś zmęczona.
- Czy on się obudzi? - zapytałam, gdy lekarz odchodził od mojego łóżka. Po chwili czasu odezwał się.
- Nie wiem... Nie wiem czy jego serce popracuje jeszcze przynajmniej tydzień. Szkoda chłopaka - odpowiedział i wyszedł. Jak to? Ten młody Jacob miał niedługo umrzeć? Nie mogłam tego znieść, że tak młody organizm nie dożyje dwudziestki! Ba osiemnastki! On miał się już nie obudzić? Nie byłam w stanie tego pojąć. Patrzyłam na Jacoba, a on właśnie wtedy otworzył oczy.
 

 
ROZDZIAŁ 19.
- Ładnie tu - skomentowałam wchodząc do pokoju Iana.
- Ta strasznie, bałagan jak się patrzy - odrzekł Ian wrzucając swój plecak do szafy. Co prawda to prawda. Nie było tu powalająco czysto, ale też nie było bardzo brudno. Był chłopakiem, jego rodziców nie było w domu i nie miłą kto go motywować i nakazywać mu sprzątać w pokoju. Z resztą to było jego królestwo i nikt nie powinien się czepiąc o bałagan. Mój pokój też nie lśnił. Widziałam jak Ian spręża się sprzątając swoje ubrania z podłogi i biurka.
- Ian zostaw to - powiedziałam spoglądając na niego.
- Mel, nie byłem przygotowany, że przyjdziesz. Posprzątałbym i moglibyśmy się tu przynajmniej ruszać - odrzekł chłopak wrzucając do niewielkiego kosza pod biurkiem ogryzek po jabłku i kubełek po ostrych skrzydełkach.
- Muszę Ci oddać pieniądze za tą sukienkę. Ona kosztowała fortunę - powiedziałam siadając po turecku na łóżku.
- To prezent - uśmiechnął się Ian.
- Trochę za drogi.
- Wcale, że nie. Leć ją przymierz - powiedział brunet podając mi torbę z ubraniem.
- Dziękuje - uśmiechnęłam się i musnęłam jego policzek chwytając torebkę.
- Łazienka na dole, po prawo - krzyknął za mną, a ja już po chwili znalazłam odpowiednie pomieszczenie. Jak ja mogłam dopuścić do tego, aby znaleźć się z nim teraz sam na sam? To było bardzo nieodpowiedzialne i głupie. Mogłam pójść do Olivii lub jakiejś innej dziewczyny, a nie od razu do Iana. Co gorze, jego rodziców nie było w domu, a nie wiadomo co przyjdzie brunetowi do głowy. On miał zawsze zbereźne myśli, a przecież kiedyś był we mnie zakochany. I chyba jeszcze mu nie przeszło... Szybciutko przebrałam się i z myślą- "jesteś idiotką" poszłam do pokoju bruneta. Posprzątał. Powierzchownie, ale posprzątał. Oparłam się o futrynę drzwi mówiąc.
- No, i jak? - chłopak podrapał się po głowie po czym podszedł do mnie mówiąc, a raczej szepcząc.
- Mmmm.. Jakaś Ty śliczna - odrzekł obejmując mnie w pasie i zbliżając swoją twarz do mojej. Co miałam teraz zrobić? Nie zrobiłam nic. Stałam wpatrując się w jego szmaragdowe oczy, w czasie kiedy jego dłonie wodziły po mych plecach. Ian... - mówiłam, ale zamiast na głos to w myślach. Doszłam do wniosku, że jestem nienormalna pozwalając mu na to co teraz robił. Jego dłonie zjechały niżej zatrzymując się na moich pośladkach.
- Co Ty robisz? - wychrypiałam kładąc dłonie na jego klatce piersiowej.
- Nie wiem... -odpowiedział brunet po czym ujął moją twarz w obie dłonie i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Nie wiedzieć czemu nie protestowałam. Ba! Wspięłam się na palcach wpijając się w jego wargi. Dłonie Iana z powrotem odnalazły moje pośladki. Wplotłam palce w jego brązowe włosy coraz bardziej na niego napierając. To było złe. Nie powinniśmy tego robić. odsunęłam się odrobinę od niego łapiąc oddech i mówiąc ciężkim głosem.
- Nie możemy...
- Możemy - powiedział opierając swoje czoło o moje.
- Ale nie musimy...
- Musimy - odezwał się w moim kierunku dosyć stanowczo Ian. Już po chwili oparł mnie o ścianę namiętnie całując. Bluzka bruneta wylądowała na podłodze, a jego znalazły się na suwaku od mojej nowej sukienki. Zdjąwszy ją ze mnie rzucił na biurko i natychmiast wziął się za odpinanie guzika od swoich spodni. Wziąwszy mnie na ręce położył na swoim łóżku kładąc się na mnie i czule całując mój nagi dekolt, szyję i ramiona.Wodziłam dłońmi po jego nagich plecach i torsie aż coś wreszcie do mnie dotarło. On kochał moje ciało, nie moją duszę. Jak ja głupia mogłam tego nie zauważyć? On od początku chciał tylko jednego! Byłam głupia i ślepa! Kiedy Ian zaczął rozpinać mój biustonosz od razu odsunęłam go od siebie i szybko zeszłam z łóżka. Spojrzał na mnie zdezorientowany. Nie wiedział co zrobić i powiedzieć.
- Co Ty wyprawiasz? Chodź tu - wymruczał zerkając na mnie i podpierając się na łokciu.
- Nie! - wrzasnęłam szukając swojej torby i butów.
- Przecież Ci się podobało! - krzyknął, a po chwili dodał nieco przyjemniej - Będzie na prawdę przyjemnie. Potrafię Cię zaspokoić nie to co Paul. Już ja Ci to gwarantuje - ostatnie słowo niemal wymruczał w moim kierunku. Słysząc jego słowa zagotowało się we mnie. Dosłownie.
- Ty!!! Spadaj! Ty chcesz tylko jednego! Nie obrażaj Paula! Po prostu mu zazdrościsz, że on miał mnie, a Ty nie! Ale Ty byś mnie nie mógł mieć! Nigdy mnie nawet nie kochałeś! Chodziło Ci tylko o jedno! - krzyknęłam wybiegając z pokoju.
- O co Ci chodzi? Melanie! - odkrzyknął za mną. Wpadłam do łazienki i szybko zaczęłam się ubierać. Łzy zaczęły spływać po mych bladych policzkach.
- Mel. Wyjdź, proszę - słyszałam za drzwiami słowa i pukanie do drzwi Iana. Trzęsącymi się dłońmi próbowałam zasunąć suwak od spódnicy. Chwila skupienia i udało się. Gwałtownie otworzyłam drzwi niemalże wywalając przy tym bruneta. Ruszyłam w kierunku wyjścia, ale Ian zatrzymał mnie kładąc dłoń na moim ramieniu i dosyć mocno je ściskając.
- Melanie zaczekaj, przepraszam. Poniosły mnie emocje - odrzekł chłopak obracając mnie przodem do siebie.
- Mogłeś o tym pomyśleć wcześniej. I nie kłam! Wcale nie poniosły Cię emocje. Ty po prostu chciałeś moje ciało, nic więcej. Mało tego, zaraz po tym pochwaliłbyś się przed Paulem, że mnie zaliczyłeś! Jak mogłeś!? Nigdy nie spodziewałabym się tego po Tobie - odrzekłam, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Płakałam, ponieważ nie mogłam uwierzyć w to, że jestem taka głupia, i że Ianowi może zależeć tylko na jednym.
- Nie mów tak, nie płacz - powiedział chłopak ocierając łzy z moich policzków.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknęłam wybiegając z domu bruneta i trzaskając drzwiami. Jak on mógł?! Paul rozumiał wszystkie moje decyzje i je szanował. Wstydziłam się sama siebie. Biegłam przez miasto, a łzy rzewnie spływały po mych policzkach wsiąkając w materiał bluzki. Nie rozglądając się przebiegłam przez ulicę, a wtedy poczułam mocne uderzenie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
ROZDZIAŁ 18.
Ubrana w kremową spódnicę przed kolano, biały T-Shirt i marynarkę w kolorze spódnicy. Weszłam do swojej łazienki układając włosy w małego koka na czubku głowy. Na rzęsy nałożyłam czarny tusz, a usta przykryłam warstwą różowego błyszczyku. Wsunąwszy stopy w jasne baleriny schowałam telefon wraz z portfelem do torby. Założywszy kolczyki, pierścionek i wisior po czym wyszłam z pokoju. Wiedziałam, że za chwilę dostanę miano okropnej, bezczelnej i zarozumiałej dziewuchy. Byłam pewna na 200%, że państwo Foster wyjechali. Niemalże się wywróciłam widząc ich wszystkich w kuchni. Łącznie z Edwardem.
- O, kogo ja tu widzę. Pozwól młoda damo - zaczął mój ojciec. Nienawidziłam, gdy mówił do mnie tak oficjalnie i staromodnie.
- Tak? - odpowiedziałam obojętnym tonem głosu niby to nie wiedząc o co chodzi. Weszłam do kuchni.
- Masz nam coś do powiedzenia? - niemal razem odezwali się do mnie rodzice.
- Absolutnie nic - odrzekłam sięgając po zielone jabłko, które wyglądało bardzo apetycznie. Ugryzłam kęs spoglądając na każdego z osobna. Właśnie do kuchni wszedł David, który stanął obok mnie nie wiedząc co się dzieje. Wyrwał mi owoc z dłoni i ugryzł po czym ponownie oddał.
- David musiał dzielić pokój z Edwardem, bo Ty go wyrzuciłaś - zarzucił mi ojciec.
- Phii.. I co to Edzio Wam takich głupot naopowiadał? Panoszył mi się w pokoju, wyłączał muzykę z laptopa, nakazywał mi co mam robić! Sorry, ale ja jestem u siebie, on niech się dostosuje. I wcale go nie wyrzuciłam tylko sam wyszedł - odwarknęłam wściekle.
- Z tym się zgodzę. Ten typek śmiał przestawić mi meble w pokoju i zarzucał mi bałagan! Jeszcze chwila, a sam bym go wywalił. Nie dziwę się Melanie - odezwał się mój brat upijając łyk wody z butelki.
- David! - krzyknęła moja mama.
- Dobrze mówi - potwierdziłam poprzednie słowa Davida uśmiechając się do niego.
- Melanie! - krzyknął tata.
- No co? Ja nie chcę tego gościa na oczy widzieć jak wrócę - powiedział mój rodzony brat.
- Ja też! - przytaknęłam.
- Dzieci! - krzyknęli rodzice jednocześnie.
- Nie nocuje dziś w domu. Nie martwcie się o mnie, do widzenia - odrzekłam wychodząc z domu. Widziałam kątem oka jak moi "ulubieni" goście nie wiedzą co ze sobą zrobić. Teraz zwrócili wzrok na Edwarda, który był zielony jak moje jabłko. Ich problem. Chociaż dobrze ich nie znałam, już szczerze znienawidziłam. Weszłam do szkoły po czym udałam się na lekcje matematyki. Nie miałam jeszcze pojęcia, gdzie podzieje się tej nocy... O 14.30 wyszłam wraz z Ianem ze szkoły, bo zajęcia już się skończyły. Paula nie było. Myślałam, że się tylko spóźni, ale tak się nie stało. Nie przyszedł w ogóle.
- Ian... - zaczęłam niepewnie - masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór?
- Nie mam, a co? - spojrzał na mnie zabierając mi (mimo mojej woli) torbę z książkami.
- Bo wiesz.. Ja pokłóciłam się z rodzicami, tak mocno i nie chcę wracać na noc do domu. Mogłabym u Ciebie przenocować? - co we mnie wstąpiło? Dlaczego chciałam nocować u Iana? Chłopaka, który po cichu rywalizował z Paulem o mnie. To było niedorzeczne i nieodpowiedzialne. Kiedyś trochę go unikałam, bo bałam się, że znowu pobiją się o mnie z Paulem. Doskonale pamiętałam scenę z przed roku. Pokłóciliśmy się z Paulem o jakąś głupotę i nie odzywaliśmy się do siebie. Ian doszedł wtedy do wniosku, że stanie się moim pocieszycielem i zabrał mnie na spacer. Ja zapłakana i roztrzęsiona kłótnią nie zdawałam sobie nawet sprawy, że chłopak przytulał mnie, trzymał za rękę i całował w czółko. Gdy pojawił się Paul od razu zaczęli się bić. I jeden i drugi, z krwią płynącą z nosów i warg rozeszli się w swoje strony kiedy stanęłam pomi9ędzy nimi. Ja oczywiście wtedy z obecnym, dziś z byłym chłopakiem. Wyjaśniliśmy sobie wszystko i pogodziliśmy się, a to wszystko przez Iana, który tak na prawdę chciał nas rozdzielić. Brunet uśmiechał się teraz do mnie bardzo serdecznie ukazując przy tym dwa, cudne dołeczki w policzkach.
- Jasne, że możesz. Moi starsi są teraz w delegacji, także mam cały dom dla siebie.
- Dziękuje. Tylko musimy wstąpić teraz do jakiegoś sklepu, bo ja nie mam piżamy. Nie wzięłam, bo myślałam, że wrócę wieczorem, ale nie mam na to ochoty - odrzekłam.
- Nic się nie martw. Wyczaję Ci jakąś swoją bluzkę lub będziesz spała nago. Nie ukrywam, że ta druga opcja bardziej mi się podoba - Ian zachichotał i poruszył zabawnie brwiami, a ja zrobiłam to samo.
- Zboczeńcu, tylko jedno Ci w głowie - zaśmiałam się melodyjnie wchodząc do sklepu. Musiałam kupić sobie coś nowego do szkoły na jutro. A poza tym, weszła jakaś nowa kolekcja, którą chciałam koniecznie zobaczyć.
- Zgadza się, tylko jedno - roześmiał się Ian. Gdy zobaczył nas Oscar jego mina trochę zrobiła się poważniejsza, skóra naciągnęła się, a uśmiech, którym zawsze mnie witał znikł.Za pewne nie spodziewał się mnie z chłopakiem.
- To co śliczna, co Ci się podoba? - zapytał brunet niespodziewanie obejmując mnie od tyłu w talii.
- Ian... - szepnęłam odsuwając się od niego. Właśnie w tej chwili spostrzegłam, że obserwuje nas najgorszy plociuch w całej szkole - Emma. O nie.. - pomyślałam. Bardzo szybko podeszłam do stosika z sukienkami nie zwracając uwagi na rudą, piegowatą plociuchę. Wybrałam sobie jasnobrązową sukienkę przed kolanko, z długimi rękawami i ćwiekami na kołnierzyku. Podeszłam do lady, i gdy chciałam zapłacić wyprzedził mnie Ian.
- Ej! Co Ty robisz? - zapytałam wyciągając już własną sumę gotówki.
- Kupuje Ci prezent Kotku, proszę - powiedział i podał mi zapakowaną sukienkę oraz musnął w policzek. Oszołomiona ruszyłam z nim do jego domu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
ROZDZIAŁ 17.
Cały dzisiejszy wieczór spędziłam z nowo poznaną dziewczyną. Przez ten czas dokładnie przyjrzałam się jak wygląda. Jej jasną buzię okalała burza czekoladowych loków. Oczy były barwy zielonej. Usta wąskie i czerwone, a nos mały i zadarty. Nie była szczupła, ale nie była też gruba. Była a w sam raz. Szczerze to zazdrościłam jej tej figury. Nie ubierała się jakoś specjalnie modnie. Na sobie miała jasne jeansy, biały T-Shirt i sweterek. Na nogach widniały czarne trampki, a przez ramię była przewieszona torba tego samego koloru. Dziewczyna miała rozpuszczone włosy u dość mocny makijaż. Około 20.45 ruszyłam w kierunku domu. Wieczór był ciepły i spokojny. Już po 15 minutach byłam na miejscu. Wchodząc do domu usłyszałam rozmowy w salonie. Ale było słychać o wiele więcej głosów nic trzy. Zdjąwszy płaszczyk i buty weszłam do pomieszczenia, gdzie siedziało sześć osób. Rodzice, David i jeszcze troje nieznanych mi ludzi. Na stole stały słodkości, a każdy miał filiżankę z kawą lub herbatą.
- Dobry wieczór – powiedziałam zaglądając przez próg.
- O, cześć Melanie. Już myśleliśmy, że nie przyjdziesz – powiedział tata patrząc na mnie. Weszłam uśmiechając się blado do gości i rodziny.
- Melanie, poznajesz? To państwo Foster. Jak miałaś 3 latka to przyjeżdżali do nas – powiedział tata patrząc raz na mnie raz na nich.
- No jakoś nie pamiętam. Sam mówiłeś, że miałam wtedy 3 latka – każdy zachichotał, a ja marzyłam już tylko o tym, aby wykąpać się i położyć spać. Miałam dosyć dnia dzisiejszego.
- Mniejszość o większość. To pan Peter Foster, pani Inez Foster i Edward Foster. Edward jest Twoim rówieśnikiem, bawiliście się kiedyś razem w piaskownicy – razem z chłopakiem zachichotaliśmy na to ostatnie zdanie.
- Miło mi państwa ponownie zobaczyć – powiedziałam, a gdy chciałam wyjść do swojego pokoju do akcji wkroczyła mama.
- Forsterowie zostaną u nas na trzy dni. Będziesz musiała dzielić swój pokój z Edwardem. Dostawimy Wam drugie łóżko. Ufamy Wam, dzieci. Przecież się nie zagryziecie – że co proszę?! Nie widziałam go prawie 14 lat, praktycznie się nie znamy, a mama każe mi z nim spać w moim własnym pokoju. Cóż, nie miałam innego wyjścia jak się zgodzić. W końcu chłopak nie był brzydki ani upośledzony ani też jakiś napalony. Na pewno jakoś się dogadamy. Nie chciałam tylko, aby Edward się wymądrzał, bo byłam w bardzo złym humorze, który jeszcze trzymał mnie po tym jak Paul nie chciał ze mną gadać. I chociaż trochę się rozładowałam na pogadance z Joanną, to w drodze powrotnej to wszystko znowu wróciło do mnie potężną falą.
- Dobrze, chodź pokaże Ci pokój i łóżko, na które będziesz skazany przez trzy noce – uśmiechnęłam się miło, aby jako tako wypaść i ruszyłam z chłopakiem na górę, do mojego królestwa.
- Z góry Cię przepraszam za ten bałagan – odrzekłam chowając spodnie, które leżały na krześle.
- Nie przejmuj się – odpowiedział Edward i tak po prostu usiadł na moim łóżku. Jego uroda nie była powalająca. Krótkie, czarne włosy i brązowe oczy. Wszystko. Żadnych znaków szczególnych. Ubierał się bardzo prosto i elegancko. W moim odczuciu nie był to wymarzony chłopak dla dziewczyny.
- A to dlaczego u nas nocujecie? – zapytałam niby od niechcenia siadając na krześle obrotowym.
- Przyjechaliśmy odwiedzić stare miasto i znajomych, a Twój tata zaproponował nam gościnę. Przemiły facet – odezwał się ciemnowłosy spoglądając na mnie. Ta, przemiły – pomyślałam z sarkazmem. Jak on mógł coś takiego wymyślić? Już kiedyś też coś takiego zrobił. Tylko, że wtedy zaprosił jakąś ciotkę, której imienia do tej pory nie znam. Przyjechała ze swoim synusiem 7 lata młodszym ode mnie. Dzieciak był okropny. Co prawda nie spał ze mną w pokoju, ale uwielbiał budzić mnie o 5.30 i bawić się ze mną w fryzjera. Do tej pory mam uraz do salonów fryzjerskich. Aby w pokoju było dość przyjemnie i nie tak sztywno włączyłam piosenkę „DNA” Little Mix. Brunet nie pytając się mnie o zdanie wyłączył piosenkę z mojego własnego laptopa o jakby nigdy nic usiadł z powrotem na łóżku.
- Co Ty robisz? – warknęłam oburzona patrząc na niego. Niech mi się waży nawet sprzeciwić, nie dzisiaj. Jutro, pojutrze, za tydzień, ale nie dziś.
- Nie lubię takiej muzyki. Wolę Mozarta lub Betowena. Masz może jakiś ich utwór? – zapytał poważnie brązowooki, a ja omal nie wybuchnęłam mu gromkim śmiechem w twarz. Rozumiem, każdy słuchał czego chciał, ale on był u mnie.
- Betowen to był taki pies. Dostosuj się, jesteś w gościach, a to mój pokój i będę sobie słuchała tego co mi się podoba – odwarknęłam i nie czekając na nic włączyłam piosenkę „C’mon” Keshy. Niech on sobie ze mną nie igra dziś – pomyślałam.
- Jesteś nie miła, jestem twoim gościem powinnaś… - zaczął, ale ja natychmiast mu przerwałam, a właściwie to eksplodowałam i wyżyłam się na nim wyrzucając z siebie całą złość.
- Koleś, gówno mnie interesuje co powinnam! Jestem u siebie i nie mów mi co mam robić! Jak Ci nie odpowiada to wypier… wyjdź – odrzekłam rozgłaszając muzykę.
- Uważałem Cię za mądra i grzeczną dziewczynę.
- To się ku*wa pomyliłeś! - wrzasnęłam, a już po chwili zauważyłam pożądany efekt – Edward wyszedł z pokoju. Szybciutko zamknęłam drzwi na klucz zmieniając repertuar. Po chwili zerknęłam na telefon. Miałam jedną nie odebraną wiadomość. Odczytałam ją uśmiechając się do ekranu: „Cześć Piękna. ;* Co porabiasz? Ian.” Natychmiast odpisałam: ”Hej.;* W zasadzie nic pomijając fakt, że przed chwilą wywaliłam mojego gościa z pokoju. A Ty co robisz?” Wysłałam wiadomość i wraz z telefonem udałam się do łazienki. Tam szybko weszłam pod prysznic. Ciepła woda spływała po moim ciele, a całe pomieszczenie było wypełnione zapachem truskawek z mojego szamponu. Próbowałam się odprężyć i uspokoić. Może i nie powinna byłam wyżywać się tak na tym chłopaku, ale zasłużył sobie. A to nie moja wina, że wybrał sobie moment, w którym dostrzegłam w rogu pokoju bluzkę, którą dostałam od Paula. Po 30 minutach wyszłam ubierając się w czarną, koronkową koszulkę, która sięgała mi do połowy ud i była na ramiączka. „Bardzo dobrze. Ja nic. W zasadzie napisałem, aby życzyć Ci dobrej nocy… Więc, dobranoc Mel. Do jutra” - odczytałam sms’a od Iana. Moja odpowiedź była bardzo krótka, zwięzła i na temat. – „Dobranoc”. Spakowałam książki na jutro oraz pościeliłam sobie łóżko. Nie przejmując się, że do pokoju puka mama z pretensją położyłam się na łóżku i już po chwili zasnęłam.